sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział 32 ;)


Jeśli już jesteś skomentuj! To dla mnie bardzo, bardzo ważne! :)
______________________________________________________________________
Niestety nie posiedziałam tam zbyt długo, gdyż znów musiałam iść do łazienki. Miałam tego dość. Wykończona wróciłam do Sali, a Marta do mnie podeszła.
- Ala wszystko w porządku?- zapytała zaniepokojona,
-Tak, chyba tak- powiedziałam a następnie znów zawróciłam w stronę ubikacji.
- A może ty jesteś w ciąży?- dziewczyna spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Hahaha- powiedziałam głośno- i może jeszcze urodzę murzynka?- w moim głosie dało wyczuć się szczyptę… no może więcej sarkazmu.
- Dobra nie marudź. Zostań tutaj ja idę do szpitalnej apteki.- już po chwili dziewczyna wybiegła z pomieszczenia i udała się w kierunku apteki. Jak ja mogłabym być w ciąży? Nie to nie realne… to nie może być prawdą. Nie mogę spierdolić sobie reszty życia. Nie może tak być! Siedziałam tak chwilę i rozmyślałam. A jeśli to prawda? Co ja zrobię? Jak ja powiem o tym rodzicom? Przecież nie mogę im tego tak wprost powiedzieć. Było jeszcze najtrudniejsze pytanie. Kto jest ojcem dziecka? Fakt, nie spałam z Harrym bardzo długo…ale przecież wszystko jest możliwe, tak? Modliłam się by już przyszła z tym głupim testem. W końcu brunetka pojawiła się w drzwiach łazienki i wręczyła mi małe ‘coś’.
- I co ja mam na to nasikać? – spojrzałam na nią jak na wariatkę.
- A co? Nie wkurzaj mnie, tylko idź! – pognała mnie w kierunku wc, a sama została za drzwiami. Zrobiłam to co musiałam i wyszłam.
- Błagam….- mówiłam sama do siebie. Musiałyśmy odczekać pewien okres czasu. Kiedy już miałam się dowiedzieć zamknęłam oczy i się odwróciłam.- ty sprawdź- skierowałam się błagalnie do Marty.
- Dobrze- podeszła do tego ‘czegoś’ i jakby zamarła. Nic nie mówiła, stała jak słup. Po chwili do mnie podeszła i zaczęła skakać. – zostaniesz mamą! Będziesz mamą! Aaaaaaaaaa!- krzyczała z radości. Wręczyła mi do ręki MÓJ test.
 Nie miałam siły. Opadłam bezwładnie na ziemię. I co teraz będzie?! Ja nie chcę tego dziecka. Ono zniszczy mi życie. Z moich oczu łzy płynęły potokiem. Chciałam umrzeć, nie chciałam nic więcej. Tylko opuścić ten świat. Albo ja albo ONO. Nie mogę wychowywać dziecka w tak młodym wieku! A co z Zaynem? Przecież on mnie zostawi. Kto chcę sprowadzić na siebie taki ciężar, obowiązek?!
- Chodź idziemy- powiedziała Marta i mnie podniosła.
- Ale gdzie?!- zapytałam zdezorientowana- nie chcę nigdzie iść!
- Umyj się, ja wracam do Nialla. A ty rób co chcesz. Radziłabym ci kochana powiedzieć o tym wszystkim twojemu chłopakowi i udać się do lekarza- widząc mój upór Marta odpuściła. Wyszła z łazienki a ja zostałam sama. Walnęłam ręka w ścianę, a następnie poprawiłam makijaż i włosy. Gotowa wyszłam. Skierowałam się do Sali, gdzie była cała reszta. Usiadłam i zaczęłam klikać coś na telefonie. Po chwili podszedł do mnie Zayn. Wziął mnie na kolana i delikatnie ucałował. Tym razem przerwał nam lekarz, który kazał opuścić salę i udać się do domu. Wszyscy pożegnaliśmy się z Niallem i odjechaliśmy. Poprosiłam Zayna, abym mogła zostać u niego na noc. Na moje szczęście się zgodził. Nie chciałam być w takim momencie sama. Tym bardziej, że musiałam mu o tym powiedzieć.
* Godzinę później*
Skończyłam brać prysznic i udałam się do łóżka, w którym leżał już mój chłopak. Głowę położyłam na jego torsie i oboje bez słowa wpatrywaliśmy się w sufit. Nie potrzebne były nam słowa. Tak wspaniale się rozumiemy, dogadujemy.
- Kochanie- zaczęłam niepewnie. Była to moja ostatnia szansa by mu o tym powiedzieć. Muszę być z nim szczera. Powiedzieć mu na co się pisze, na czym stoi- nie wiem jak ci to powiedzieć. Jest to dla mnie bardzo trudne. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. Obiecaj mi jedno, obiecaj, że mnie nie zostawisz…- chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie i delikatnie się uśmiechnął a następnie ucałował moje usta. Odebrałam to jako ‘tak’ więc kontynuowałam- ty…ja…my….- zacinałam się, nie wiedziałam jak mu to powiedzieć.- będę miała dziecko- szybko wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Łzy ponownie spłynęły po moim policzku. Bałam się. Bałam się jego reakcji. Tego co powie. Poczułam, że się zbliża. Podszedł jeszcze bliżej i odwrócił w swoją stronę. Nasze twarze były coraz bliżej i bliżej. Po chwili nasze usta się złączyły. Nasze języki toczyły wspaniałą walkę. Tak jakby były dla siebie stworzone. Ręka mulata wędrowała po moich plecach, a drugą ręką ujął moją twarz. Staliśmy tak przez dłuższy czas. Pochłonięci sobą- swoją namiętnością.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę- powiedział gdy w końcu się od siebie oderwaliśmy- Kocham Cię- wyszeptał mi do ucha. Poczułam jak przez moje ciało przechodzi dreszcz. Byłam tak bardzo szczęśliwa. Teraz wiedziałam, że urodzę to dziecko. Zrobię to dla niego, dla nas.
Chłopak znów zaczął mnie namiętnie całować. Rozpiął delikatnie mój stanik i zaczął całować moje pół nagie ciało. Bardzo mi się to spodobało, byłam w siódmym niebie. Nie chciałam mu być dłużna, więc zdjęłam z niego podkoszulek i zaczęłam pieścić jego umięśnione ciało. Po chwili oboje leżeliśmy zupełnie nadzy pieszcząc swoje ciała nawzajem. Chłopak spojrzał na mnie pytająco a ja się uśmiechnęłam i pokiwałam głową na tak. Poczułam jak coś we mnie wchodzi. Robił to delikatnie, ale za razem stanowczo i namiętnie. Kiedy już włożył to co miał do zaoferowania delikatnie zaczął się poruszać, w przód i w tył. Czułam jak rozsadza mnie od środka. Byłam w stanie podniecenia. Chciałam więcej i więcej. W końcu poczułam coś, co sprawiło mi jeszcze większą przyjemność. Było to biały płyn, który właśnie dostał się do mojego ciała. Już po chwili ze mną stało się to samo. Oboje pragnęliśmy więcej. Zachowywaliśmy się jak zwierzęta, jak ktoś kogo miałabyś nie zobaczyć przez kilkanaście najbliższych lat. Zayn delikatnie ze mnie wyszedł i ponownie zaczął pieścić moje miejsca intymne. Poczułam tam swój język. Jeździł delikatnie i zbierał pozostałości jakie pozostawiłam po stosunku. Po chwili to ja byłam nad chłopakiem. Chciałam także zrobić mu dobrze. Bałam się, gdyż był to mój pierwszy raz, gdy miałam wziąć GO do buzi. Jednak wzięłam się na odwagę. Wsunęłam delikatnie jego członka do swojej buzi i starałam się jak najdelikatniej i najlepiej go wypieścić. Słyszałam jak chłopak wzdycha. Wiedziałam, że zaraz zdarzy się JEGO eksplozja. Miałam rację już po chwili poczułam coś w mojej buzi. Było to coś dziwnego. Bez smaku, domyśliłam się co to. Połknęłam delikatnie a następnie wyjęłam jego przyjaciela. Wróciliśmy znów do pocałunków. W końcu oboje byliśmy już tym bardzo zmęczeni. Położyłam się obok mulata i zasnęłam.
Rano obudziłam się cała obolała. Musiałam wyjść jak najszybciej z łóżka, gdyż znów miałam potrzebę. Kiedy w końcu to ustąpiło wróciłam do sypialni. Byłam w samej bieliźnie, nie miałam nawet czasu by doprowadzić się do porządku. Dziś nie szłam na wykłady, gdyż miałam umówioną wizytę u ginekologa. Moja kochana siostra wszystko załatwiła i tylko napisała mi sms, żebym stawiła się dziś w domu przed  piętnastą.
Miałam jeszcze sporo czasu. Byłam jeszcze zmęczona, po wczorajszej nocy i położyłam się obok mulata. Nie wiem kiedy moje oczy znów się zamknęły. Tym razem jednak nie był to twardy sen. Poczułam jak ktoś delikatnie całuje moją szyję- uwielbiam takie pocałunki.
- Hej- zaśmiałam się i przytuliłam chłopaka- jak tam?
- A dobrze dobrze dziękuję słońce- uśmiechnął się i delikatnie pocałował moje czoło.
- Za co mi dziękujesz?- byłam zdziwiona jego zachowaniem.
- Za to, że jesteś- muszę przyznać, że się wzruszyłam. Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie traktował, żaden chłopak czy przyjaciel. Nikt nie okazał mi tylu wspaniałych uczuć, tyle miłości co on. Cieszyłam się, że mam kogoś takiego obok siebie. Powoli wstałam i udałam się do łazienki, aby wykonać poranną toaletę. Wyszłam z niej i zastałam mulata wpatrującego się w okno. Podeszłam do niego.
- Kochanie co Cię gryzie?- nie wiedziałam dlaczego jest smutny. Tylko wtedy wpatrywał się bez celu w okno-gdy go coś gryzie.
- To wszystko, dzieje się tak szybko. Będę ojcem. Wszystko się zmieni, jeszcze bardziej niż do tej pory. Boję się Alicjo. Po prostu się boję- spojrzał na mnie z zaszklonymi oczami. Podeszłam do niego jeszcze bliżej i delikatnie przytuliłam.
- Będzie dobrze. Damy razem. Razem przez burzę, razem damy radę- wyszeptałam mu do ucha. Na te słowa jego kąciki ust uniosły się ku górze. Odeszłam się przebrać, ubrałam to co miałam wczoraj, gdyż nic innego nie miałam. Udaliśmy się do kuchni zjeść śniadanie. Czekała tam na nas miła niespodzianka- naleśniki z czekoladą. Uśmiechnęłam się pod nosem na ten widok i czym prędzej zaczęłam jeść.
- No proszę nie ma Nialla to Ala wszystko zjada- zaśmiał się Liam.
- Kobieta w ciąży ma do tego prawo- wystawiłam im język. Ale już po chwili tego żałowałam. Właśnie powiedziałam im, że jestem w ciąży. Lepiej tego nie mogłam ująć.Na moje słowa Harry wypluł wodę, którą właśnie pił. Wszyscy spojrzeli na niego dziwnie, tylko ja siedziałam ze spuszczoną głową.
- Ymm…że co?- zapytał zdezorientowany Louis- jak to w ciąży?- nie potrafiłam wydusić z siebie nawet słowa. Siedziałam nadal w pozycji, która zasłaniała moją twarz i się nie odzywałam. Na moje szczęście Zayn wiedział co robić i szybko zareagował.
- No chyba takimi debilami nie jesteście i wiecie co to jest ciąża tak? Kobieta zachodzi w ciążę a potem rodzi dziecko. Jeśli macie jeszcze jakieś pytanie polecam wejść na coś takiego co się nazywa internetem- chłopak zakończył swój monolog i objął mnie ramieniem. Wtuliłam się mocno w niego, a kiedy już się uspokoiłam wróciłam do jedzenia pysznych naleśników. Kiedy już wszyscy byliśmy najedzeni ubraliśmy się i pojechaliśmy do Nialla.
Wszyscy jak zwykle udaliśmy się do Sali chłopaka. Było to już naszą codziennością. Blondyn leżał z opuszczonymi powiekami na łóżku, a jego ciało z dnia na dzień stawało się jaśniejsze. Jeszcze nigdy nie widziałam, aby ktoś był tak blady. Bałam się o niego.  Usiedliśmy i wszystkie oczy wędrowały po ciele Horana. Nikt nic nie mówił. Jedynie po policzkach Marty spływały pojedyncze łzy. Siedzieliśmy tak bezczynnie ponad pół godziny, przerwał nam lekarz, który przyszedł ocenić stan blondyna. Wyprosił nas z sali. Udaliśmy się na korytarz. Staliśmy tak w dużym natłoku ludzi, gdyż właśnie przywieziono kilkunastu rannych- dowiedziałam się, że był wypadek. Po chwili poczułam jak kolana się pode mną uginają, a potem już nic nie pamiętam.
*perspektywa Harrego*
Stałem naprzeciwko Alicji, która właśnie rozmawiała z Martą o Niallu. Zayn gdzieś zniknął- pewnie poszedł na papierosa. Moje oczy jak zwykle nie odrywały się od uśmiechniętej twarzy szatynki. Widziałem tylko jak zaczyna coraz szybciej mrugać oczami, jej ciało staje się bezwładne a twarz blednie. Nim się obejrzałem dziewczyna opadała na podłogę. Na moje szczęście zdążyłem ją złapać. Trzymałem właśnie na rękach największy skarb w moim życiu- nieprzytomny skarb. Wstałem z nią delikatnie i powoli udałem się do recepcji. Tam pielęgniarka kazała ułożyć mi dziewczynę na małym i niewygodnym jak na pierwszy rzut oka łóżku. Zrobiłem jak kazała. Przyłożyłem jej lód do czoła i czekałem aż się ocknie. Nie trwało to długo, a jej powieki delikatnie uniosły się ku górze i spojrzała na mnie zdziwionym, ale umęczonym wzrokiem.
- Co ty tutaj robisz?- starała się zachować spokój, ale nie wychodziło jej to najlepiej.
- Straciłaś przytomność, przyniosłem Cię tutaj i pielęgniarka kazała mi przy tobie zostać- nie wiem dlaczego, dlaczego przy niej mój głos zawsze się łamie? Serce bije szybciej i nie wiem co mam powiedzieć, a gdy już zacznę nawijam jak najęty. Alicja tylko się uśmiechnęła i powoli usiadła. Oczywiście starałem się jej pomóc- uważałem to jako obowiązek. Lekarz przyszedł i szybko ją zbadał. Stwierdził, że to zwykłe omdlenie spowodowane niedożywieniem organizmu. Kiedy tylko to usłyszałem czym prędzej zaciągnąłem dziewczynę do restauracji. Usiedliśmy przy jednym ze stolików i złożyliśmy zamówienia. Czułem pewne skrępowanie. Kiedyś tak blisko, dziś zupełnie obcy sobie ludzie. Wpatrywałem się w jej twarz jak w obraz. Speszyło ją to, jej policzki oblał rumieniec, a głowę spuściła w dół.
Po zjedzonym posiłku Alicja poprosiła mnie abym odwiózł ją do mieszkania, gdyż musi przygotować się do wyjścia. Wiedziałem, że dziś ma wizytę u ginekologa. Zazdroszczę Malikowi, że będzie miał z nią dziecko. To wzmocni ich związek jeszcze bardziej. Pożegnałem się z nią i życzyłem powodzenia. W drodze do szpitala kupiłem paczkę pączków dla wszystkich.
*perspektywa Alicji*
W mieszkaniu panował istny chaos. Tak dawno- jak dla mnie- mnie tutaj nie było, że pierwsze co zrobiłam to rzuciłam się na kanapę i leżałam. Kiedy już wystarczająco ‘przywitałam się’ z tym miejscem udałam się do siebie, aby się wyszykować. Wyjęłam z szafy jeansy i bluzę czarną bluzę z napisami. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Tam wzięłam długą kąpiel. Przyznam szczerze, że jeszcze nie byłam u ginekologa. Moja rodzicielka wiele razy mnie o to prosiła, ale ja nie miałam na to odwagi. Tym razem także się boję. Nie lubię pokazywać swojego ciała innym- nieznajomym. Wysuszyłam włosy i ubrałam się w przygotowany zestaw. Na nogi założyłam jeszcze czarne conversy i usiadłam na kanapie. Załączyłam telewizor, właśnie leciała piosenka chłopaków- Kiss You. Ja jak zwykle musiałam wstać i zacząć tańczyć. Nie obyłoby się także bez śpiewania.

To-o-ouch
You get this kind of ru-u-usch
Baybe say yeah, yeah, yeah, yeah
yeah, yeah, yeah
If you don's wanna take it slow
And just wanna take me home
Baby say yeah, yeah, yeah
Yeah, yeah

Usłyszałam za sobą głośny śmiech. Spojrzałam za siebie i ujrzałam moją siostrę. Stała z założonymi rękami w drzwiach, a jej usta nie przestawały się uśmiechać.
- No co?-  udałam zdziwioną- aż tak fałszuję?
-  Nie no wiesz…gdyby tekst był odrobinkę normalniejszy to spoko. Ale pamiętaj, że mamy sąsiadów, którzy też znają angielski- wystawiła mi język i poszła do kuchni. Już po chwili obie tam byłyśmy.
- I jak gotowa?- zapytała brunetka,
- Jeszcze pytasz? Pewnie, że nie- z mojej twarzy zszedł uśmiech i spojrzałam błagalnie na dziewczynę.
- Nie bój żaby. Idziemy- złapała mnie za rękę i wyszłyśmy z mieszkania. Dopiero po chwili przypomniałam sobie co mi powiedziała ‘ nie bój żaby’ ? Skąd ona bierze te słowa? Zdecydowanie za dużo czasu spędza w towarzystwie chłopaków.
* U lekarza*
Właśnie nadeszła moja kolej. Mój oddech był zdecydowanie przyspieszony i momentalnie zaczął mnie boleć brzuch. Moje ręce zaczęły się pocić. Wszystko to ze strachu. Tak bardzo się bałam. Sama nie wiem czego, powinnam się cieszyć przecież za niedługo urodzę dziecko- największy skarb. Siedziałam na krześle i czekałam jak na wyrok. Po chwili usłyszałam słowa lekarza, abym położyła się na łóżku. Zrobiłam to. Miałam mieć przeprowadzone USG. Mężczyzna kazał dźwignąć mi bluzkę, co bardzo mnie skrępowało, a następnie nałożył na mój brzuch żel i zaczął ‘czymś’ po nim jeździć.
- Pani płód ma się bardzo dobrze- lekarz skierował się do mnie i lekko uśmiechnął.
- Panie doktorze, a który to miesiąc?- no tak moja siostra musiała z tym wypalić. Ale to i dobrze, przynajmniej będę już coś wiedziała.
- Wygląda mi to na drugi- odwrócił się do mojej siostry, a następnie znów wrócił do badania. Drugi? Jak to drugi? Czyli… to może być dziecko Styles’a? Nie to nie możliwe. To nie może być jego dziecko! Ta sytuacja lekko zaniepokoiła. Starałam się jednak tego nie okazywać. Po badaniu pożegnałam się z lekarzem i wróciłam z moją siostrą do domu.
Siedziałam przy wyspie i oglądałam zdjęcia mojego przyszłego dzidziusia. Ciekawiło mnie czy będzie to chłopczyk czy dziewczynka, a z drugiej strony chciałam mieć niespodziankę. Uśmiechałam się do nich, a gdy tylko poczułam na swojej szyi czyjś oddech gwałtownie się odwróciłam. Okazało się, że był to Zayn.
- Heeej!- krzyknęłam uradowana i wskoczyłam chłopakowi na ręce.
- Cóż za miłe przywitanie- zaśmiał się- z jakiej to okazji?
- Będę mamą a ty tatusiem będziemy mieli słodkiego dzidziusia i całą gromadkę dzieci! Aaaa!- zaczęłam mówić jak nakręcona- zobacz tutaj jest nasz dzidziuś- przyłożyłam rękę chłopaka do swojego brzucha, ale zaraz ją wzięłam i wręczyłam mu zdjęcie USG- a to nasz skarb!- zaczęłam tańczyć i jednocześnie się radować. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jakie wielkie szczęście mnie spotkało. Mulat tylko wziął mnie na ręce i usadowił na blacie.
- Kocham Cię- skierował się do mnie- I ciebie też- pochylił się nad moim brzuchem i delikatnie pocałował. Czułam się szczęśliwa. Mam kochającego chłopaka i na dodatek zostanę mamą. Nigdy nie czułam tylu pozytywnych emocji na raz. Śmiałam się nawet nie wiedząc z czego. Resztę dnia spędziliśmy na oglądaniu telewizji i wygłupianiu się. Poprosiłam chłopaka aby dziś to on u mnie został na noc. Bez żadnych sprzeciwień zgodził się. Leżeliśmy w łóżku wtuleni do siebie, kiedy wpadłam na genialny pomysł. Wybiegłam z łóżka i wyjęłam z mojego biurka aparat. Wręczyłam go chłopakowi i dźwignęłam do góry bluzkę.
- Będziemy fotografować mój brzuszek co tydzień!- wyszczerzyłam ząbki i czekałam, aż mój ukochany zrobi zdjęcie.
- Jeszcze nic nie widać- udałam smutną na co Zayn musnął moje usta.
- Wyglądasz jak prawdziwa kobieta w ciąży- uśmiechnął się do mnie i mocno do  siebie przytulił.
Zbudził nas telefon, okazało się że był on od….
________________________________________________________________
Hej ;(
Ludzie! Co się z wami dzieje?! 
Ja się staram piszę, zdjęcia szukam, przerabiam a wy nie komentujecie! :(
Pod ostatnim rozdziałem jest tylko 40 komentarzy! 
Nie wiem czym to jest spowodowane....
Mam nadzieję, że zaczniecie komentować, bo jeśli nadal tak będzie to będę zmuszona zawiesić- zaprzestać pisaniu bloga. 
A więc proszę was tak ładnie, ślicznie 
KOMENTUJCIE! ♥
Kilka słów, dwa zdania a znaczą wiele!
Za wszystko co pozostawiacie na moim blogu staram się odwdzięczyć<3





piątek, 12 kwietnia 2013

Rozdział 31 ;)


Jeśli już jesteś proszę skomentuj! :)
__________________________________
-Niall…on- jego słowa były nie zrozumiałe, tamował je potok łez spływających po jego policzku.
- Niall? Co z nim?!- bałam się. Tak potwornie się o niego bałam. Chciałam dowiedzieć się jak najwięcej jednak mulat nie potrafił nic z siebie wydusić. Przytuliłam go tylko najmocniej jak potrafiłam i tak staliśmy przez dłuższą chwilę.
- To dowiem się co z nim czy nie?- przerwał nam zaniepokojony Styles. Chłopak spojrzał na niego i ze smutkiem wytłumaczył. Tym razem mógł to uczynić, był w stanie. Jego łzy nie spływały już po policzkach, a ciało nie drgało ze strachu.
- Tętniak, on…ponownie pękł. Stracił przytomność, lekarze nie wiedzieli co robić. Nie wiem co dzieje się z nim teraz, nie możemy do niego pójść. Nie wiem czy go operują, czy wykonują badania. Nie mam pojęcia, wiem tylko, że było poważne zagrożenie życia. Mógł zginąć.- wymawiając ostatnie słowa, zarówno z oczu Stylesa, moich jak i Malika popłynęły łzy. Nie czekaliśmy już na nic więcej. Pokierowani przez Zayna udaliśmy się pod salę, w której teraz znajdował się nasz kochany blondynek. Kiedy już dochodziliśmy moim oczom ukazała się zapłakana Marta. Nie wiedziałam jak się zachować. Z jednej strony chciałam zapytać o stan jej chłopaka, o to jak się czuje, czy przeżyje. Jednak coś mnie powstrzymywało. Wiedziałam jak bardzo to przeżywa, nie chciałam jej jeszcze bardziej dołować. Przytuliłam tylko dziewczynę i ucałowałam jej włosy. Usiadłam obok niej i objęłam ramieniem. Wszyscy czekaliśmy na lekarza, ten miał nam powiedzieć co będzie dalej z Niallem. Siedzieliśmy tak przez długi czas. Nikt się nie odzywał, nikt nie komentował. Louis siedział wtulony w Alison. Bardzo to przeżywał, jeszcze ostatnio pokłócił się z blondynkiem o żelki. Było mu teraz głupio. Obwiniał siebie za stan chłopaka, choć dobrze wiedział, że to nie jego wina. Ja natomiast siedziałam wtulona w Martę. Musiałam jakoś dodać jej otuchy, pocieszyć. Jej ciało drżało, do oczu napływały coraz to większe krople łez, które spływały po jej policzkach. Nie ważny był teraz rozmazany tusz, czy włosy w nieładzie. Liczył się dla niej tylko Niall, to aby żył. By wyszedł z tego cały i zdrów. Wszyscy tego pragnęliśmy.
Po kilku godzinach wyszedł lekarz. Jego wyraz twarzy jak zwykle był obojętny. Poprosił Martę aby wstała i zamieniła z nim słówko.
*Perspektywa Marty*
Odkąd Niall znów stracił przytomność, mam same czarne myśli. Nie mogę przestać myśleć o  tym ‘’A co by było gdyby…’’. Na szczęście jest przy mnie Alicja. Pomimo tego, że czasami się kłócimy, nie jest między nami najlepiej, ona mnie wspiera. Jest przy mnie i podtrzymuje mnie na duchu. Jest to dla mnie bardzo ważne, cieszę się, że mam taką osobę, która mi pomaga, która mnie wspiera. Odkąd tylko wróciła ze sklepu siedzi przy mnie, przytula, a co dla mnie najważniejsze nie wypytuje. Kiedy tylko ujrzałam lekarza wychodzącego z Sali mojego chłopaka w pewnym sensie się ucieszyłam. Cieszyłam się, że w końcu dowiem się co z Niallem. Czym prędzej chciałam z nim porozmawiać. Na moje szczęście właśnie mnie o to poprosił.
- I jak co z Niallem? Będzie żył?- miałam ochotę zadać mu tysiąc pytań na minutę. W tym wszystkim zapomniałam nawet o kulturze, którą przez tyle lat moja mama wypracowywała u mnie. Postanowiłam jednak się tym nie przejmować. Nie to było teraz moim największym zmartwieniem. Zauważyłam jednak, że lekarz wcale się tym nie przejął.
- Niech pani się niczego nie obawia. Robiliśmy to co do nas należy. Pan Horan aktualnie jest w śpiączce. Uratowanie go zajęło nam wiele czasu, daliśmy radę, jednak nie wiemy czy na pewno się obudzi.
- Jak to nie wiecie czy się obudzi?!- krzyknęłam. Był to cios poniżej pasa. Jak on mógł powiedzieć coś takiego?! Przecież on musi żyć! Fakt, dopuszczałam wcześniej do siebie taką myśl, jednak nigdy nie przypuszczałabym, że okaże się to prawdą! Spuściłam głowę w dół, nie miałam siły na nic. Nie chciałam oglądać tego parszywego świata. Lekarz widząc moją reakcję nic już nie mówił, tylko delikatnie przytulił i odszedł. Moje ciało bezwładnie opadło na krzesło. Nie chciałam z nikim rozmawiać, miałam ochotę zginąć. Jeśli nie mogę być z Niallem, nie będę z nikim. Po chwili poczułam jak ktoś mnie przytula. Podniosłam głowę, a grzywkę przerzuciłam na tył głowy. Moja kochana siostra znów przy mnie była, ponownie mnie wspierała. Nie miałam na tyle siły by z nią rozmawiać, położyłam głowę na jej ramieniu. Moje myśli zaczęły krążyć jak opętane po mojej głowie. Wspomnienia wracały jak bumerang. Pierwsze spotkanie z Niallem, to jak Alicja nas przyłapała w łazience. Na to wspomnienie kąciki moich ust uniosły się ku górze. Jednak nie trwało to długo, bo już po chwili miałam przed oczami obraz nieprzytomnego Horana. Leżał bezwładnie na ziemi, nie odzywał się ani nie reagował na moje słowa, prośby. Było to najgorsze przeżycie jakie kiedykolwiek mnie spotkało. To okropne, patrzeć jak sens twojego życia, najukochańsza osoba leży przed tobą nieprzytomna, a ty nie możesz jej za nic w świecie pomóc. Trzęsiesz się ze strachu, ale nie płaczesz. Chcesz krzyczeć ale nie potrafisz. Coś cię tamuje, coś łapie cię za gardło- a ty nie potrafisz nic z tym zrobić. Po chwili uświadamiasz sobie, że to koniec. Nie będzie tak jak kiedyś. Nie będzie wspaniałych wieczornych spacerów, wakacji nad morzem. Możesz nie dotknąć już jego ust i nie ujrzeć tych wspaniałych błękitnych oczu. Kiedy tracisz jakąkolwiek nadzieję, pojawia się ostatnia szansa- lekarze. To dzięki nim odzyskałam wiarę, to dzięki nim tutaj jestem i nadal wierzę w to, że blondynek będzie żył.
- Marta, Marta kochanie śpisz?- usłyszałam dobrze znany mi głos. Był to Zayn. Ocknęłam się i natychmiastowo zerwałam się z krzesła- co z nim? Obudził się?- zadawałam milion pytań na minutę, chciałam uzyskać na nie odpowiedź, jednak zamiast tego chłopak na mnie spojrzał i lekko się uśmiechnął a po chwili dodał.
- Może wejdziemy do niego? Zobaczymy co z nim- uświadomiłam sobie, że nic z tego. Niall nadal się nie obudził, a my nadal tkwimy tutaj jak jakieś chore dzieciaki czekające na cud. Alicja mnie ponagliła i już po chwili wchodziliśmy do Sali. Nie była ona zbyt przyjemna. Białe ściany przytłaczały już i tak ponurą atmosferę. Łóżko na której leżał Niall stało na środku ściany, obok okna. Chłopak był podpięty do mnóstwa urządzeń, które co jakiś czas wydawały z siebie dźwięk. Podeszłam do niego, jednak nie potrafiłam zrobić nic innego. Nie byłam w stanie go przytulić, czy choćby ucałować jego ręki. Widok bladej twarzy i podkrążonych oczu mnie dobijał. Kiedy spojrzałam niżej zauważyłam chudszą niż zwykle klatkę piersiową, a jego ręce leżały bezwładnie opadnięte na białą pościel. Chciałam wyjść, nie mogłam na to patrzeć, to było ponad moje siły. Jednak coś mi nie pozwalało, było to przywiązanie do chłopaka. Gdy on cierpi, ja cierpię. Gdy on skoczy to i ja skoczę. Postanowiłam usiąść na krzesełku, które stało obok łóżka. Po spoczęciu nie mogłam opanować łez, które spływały jak potok z moich oczu. Poczułam na swoich ramionach czyjeś dłonie, był to Liam. Chłopak delikatnie mnie przytulił.
- Wszystko będzie dobrze. Musi być dobrze- odsunął się lekko ode mnie, jednak jego ręce ciągle obejmowały moje ramiona- wszyscy cierpimy, wszyscy chcemy by jak najszybciej się obudził. Marta, pamiętaj. Zawsze, choćby nie wiem co będziemy z tobą. Będziemy wspierać ciebie i Nialla. On jeszcze o nikim tak nie mówił jak o tobie. Jest w tobie zakochany po uszy- chłopak lekko się roześmiał, a ja wybuchłam jeszcze większym płaczem. Te słowa znaczyły dla mnie bardzo wiele. Trafiły do głębi mego serca i utkwiły w nim na zawsze. Cieszę się, że mam tak wspaniałych przyjaciół. Siedzieliśmy tam jeszcze dłuższy czas. Czasami po prostu rozmawialiśmy, śmialiśmy się, ale zaraz potem przypominało nam się o stanie w jakim znajduje się Niall i staraliśmy się ogarnąć.
* Perspektywa Alicji*
Jest po dwudziestej drugiej, zaraz pewnie lekarz przyjdzie i każe nam opuścić szpital. Wiem, że jest to ciężkie dla Marty. Jej świat w przeciągu kilku dni stanął na głowie. Wszystko się zmieniło, zmieniła się ona. Na jej twarzy już nie gości uśmiech od ucha, do ucha i nie ma ochoty na żadne imprezy.
- Dobry wieczór- powiedział mężczyzna w białym ubraniu, który nie wiadomo jak znalazł się w ‘naszej’ Sali. – chyba już pora, abyście pojechali do domu. Wyśpijcie się, jutro znów tutaj przyjedziecie- uśmiechnął się lekko i gestem ręki wskazał nam na drzwi wyjściowe. Każdy z nas pożegnał się z blondynkiem. Jedynie Marta nie potrafiła- stała nad nim i płakała. Liam zaproponował, że do niej pójdzie. Już po chwili oboje stali obok nas. Wszyscy udaliśmy się do limuzyny, która od dłuższego czasu stała pod szpitalem. Na nasze nieszczęście paparazzi wiedzieli, że znajdujemy się w tym szpitalu i gdy tylko wyszliśmy blask fleszy nie dał nam żyć. Czym prędzej wsiedliśmy do czarnego pojazdu i odjechaliśmy z piskiem opon. Siedziałam pomiędzy Zaynem a Harrym. Zmęczona całą sytuacją położyłam głowę na ramieniu mulata i zasnęłam. Ocknęłam się, gdy wnosił mnie na górę do jego pokoju.
- Kochanie, ja nie mogę tutaj zostać, jutro mam lekcje- szeptałam na pół śpiąca.
- Ciii…- powiedział troskliwym głosem- śpij skarbie- ucałował mnie w czoło i położył do łóżka. Poczułam przy sobie jego ciepło. Położył się i delikatnie ujął moje biodra. Przysunął mnie do siebie i oboje zasnęliśmy.
Obudziły mnie promienie słońca, które wpadały do pokoju Zayna. Uśmiechnęłam się sama do siebie, gdy zobaczyłam ręce chłopaka obejmujące mnie. Delikatnie je strąciłam i tak aby go nie obudzić poszłam wziąć prysznic. Brałam wyczerpująco długą kąpiel i rozkoszowałam się chwilą dla siebie. Kiedy w końcu mój chłopak zaczął dobijać się do drzwi, zmuszona byłam wyjść. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam, po drodze wpadając na mulata.
-Mmmmm- zaśmiał się- moje słoneczko- przybliżył się do mnie i ucałował moje usta.
- A spadaj- zaśmiałam się i go lekko uderzyłam. Udałam się w stronę pokoju Marty, aby móc pożyczyć od niej jakiś ciuszek.  Nie zastałam tam Marty, pewnie pojechała już do Nialla. Postanowiłam sama coś wyjąć. Znalazłam w szafie ciemne spodnie, a do tego założyłam sweter w jasnym kolorze. Wyjrzałam jeszcze przez okno i kątem oka zerknęłam na termometr. Bardzo się zdziwiłam, gdyż na zewnątrz było wyjątkowo ciepło. Ubrałam jeszcze tylko czarne buty z ćwiekami i dobrałam do nich odpowiednią torebkę.
Wychodząc z mieszkania musiałam przejść przez salon i kuchnię, gdzie spotkałam wszystkich oprócz Nialla i Marty. Przed wyjściem wypiłam szklankę soku i pożegnałam się z Zaynem.
* 6 godzin później*
Po skończonych lekcjach udałam się z Alison na zakupy. Spotkałyśmy się pod centrum i razem poszłyśmy robić to co kobiety kochają najbardziej- zakupy. Weszłyśmy do mojego ulubionego sklepu. Nie mogłam się powstrzymać od przymierzenia tylu wspaniałych ubrań. W końcu gdy byłyśmy obładowane udałyśmy się do przymierzalni.
- I jak?!- krzyknęła Alison wybiegając z przymierzalni z wielkim śmiechem.
- Hahah, wyglądasz bosko- zaśmiałam się.Dziewczyna była ubrana w kolorową sukienkę bez ramiączek. Sukienkę dodatkowo zdobiły wymyślne wzory.- A jak ze mną?- spojrzałam na dziewczynę poruszając śmiesznie brwiami. Ja natomiast miałam na sobie także sukienkę, jednak w motyw Galaxy.
- Schrupałabym cię- podeszła do mnie i charakterystycznie pomachała mi przed nosem ręką. Reszta zakupów minęła nam szybko. Dawno nie kupiłam tak wielu rzeczy. Wracając do domu miałam wrażanie, że ręce mi odpadną. Wiedziałam jednak, że będę musiała pojechać jeszcze do szpitala. Leży tam przecież mój wspaniały przyjaciół. Razem z Alison udałyśmy się do mojego mieszkania, zostawiłyśmy zakupy i zadzwoniłyśmy po taksówkę. Już po chwili byłyśmy w drodze do naszego przyjaciela.
- Witaj kochanie- powiedział Zayn, gdy zobaczył, że przyjechałam
- Hej- podeszłam do niego i delikatnie musnęłam jego usta.
- Jak minął dzień?- zapytał jak zwykle z troską. Czasami zastanawiam się skąd w tym chłopaku tyle miłości, troski, zrozumienia. Gdzie podział się ten Zayn z okładek? Zbuntowany nastolatek, który łamie serca nastolatek? Z czasem wszystko zaczynam rozumieć. Media robią wszystko by było o kimś głośno. Nie ważne, że to co piszą jest jednym wielkim kłamstwem. Ich to nie obchodzi. Dla nich jest najważniejsze by były ‘nowości’ i skandale. Cieszyłam się, że chłopcy starają się mnie przed tym uchronić. Jednak nie wszystko jest możliwe. Przecież nie zamkną mnie w domu. Dlaczego ja właściwie o tym teraz myślę? – kochanie wszystko dobrze?- usłyszałam znajomy mi już dobrze głos.
- Tak, tak- uśmiechnęłam się i usiadłam mu na kolanach- tęskniłam- zbliżyłam swoje czoło do jego i wpatrywałam się w jego tęczówki.
- Ja także- zbliżył swoje usta do moich i już po chwili tkwiliśmy w długim i soczystym pocałunku.
- Ei!- krzyknął Louis- my też tu jesteśmy! Darujcie sobie ślinienie się- wystawił język i wrócił do rozmowy z Alison. My z Zaynem się tylko zaśmialiśmy. Zaburczało mi w brzuchu. Chłopak spojrzał na mnie ze śmiechem i wyszeptał.
- Idziemy coś zjeść natychmiastowo!- nie sprzeciwiałam się mu. Wstałam i podałam rękę mulatowi. Pożegnaliśmy się z każdym i powiedzieliśmy, że za niedługo będziemy.
- No tak!- zawołał głośno Louis- na szybki numerek idą!- zadowolony ze swojej odpowiedzi klasnął w ręce i zaczął dziwnie kręcić głową. Co temu chłopakowi odbija? Czasami zastanawiam się czy naprawdę wszystko z nim dobrze.
- Louis….- powiedziałam piorunując chłopaka wzrokiem- weź wyjdź- skrzywiłam się i wyszłam. Już po chwili poczułam na swoich biodrach czyjeś ręce. Odwróciłam się i ujrzałam Zayna. Uśmiechnął się tylko delikatnie i podał rękę. Razem szliśmy przez korytarz.
- Wiesz- zaczęłam, chyba zauważył, że nie chcę aby mi przerywano więc tylko dał znak abym mówiła dalej- nim was poznałam moje życie wyglądało zupełnie inaczej. Nigdy nie pomyślałabym o tym by mieszkać w tak wspaniałym mieszkaniu, bym mogła pokochać kogoś innego niż Marcin. Kiedy tylko was zobaczyłam. Wiedziałam, że moje życie będzie inne. Miałam rację, nie jestem już tą Alicją. Jestem nową, lepszą Alicją.- na te słowa Zayn i ja się zaśmialiśmy- nigdy nie przypuszczałam, że zakocham się w kimś takim jak ty. Teraz nie wyobrażam sobie bez Ciebie życia- po moich policzkach spłynęły pojedyncze łzy.
- Kochanie nie płacz- mój chłopak się zatrzymał i delikatnie przysunął do siebie. Objął mnie swoimi ramionami i delikatnie zaczął kołysać.- jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Dziękuję ci- oderwał się ode mnie i delikatnie pocałował. Gdy tylko dotarliśmy do restauracji usiadłam i zamówiłam jedzenie. Byłam bardzo głodna. Od rana nic nie jadłam. Gdy kelner przyniósł nasze jedzenie, nie wiem dlaczego musiałam wyjść do ubikacji. Zwróciłam wszystko do ubikacji. Czułam się potwornie. Wróciłam po dłuższej chwili do chłopaka i zaczęłam jeść.
- Alicja na pewno dobrze się czujesz?- spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Oczywiście, że tak- dotknęłam koniuszkiem palca jego noska i się zaśmiałam. Szybko wróciłam do poprzedniej czynności. Gdy byłam w pełni najedzona wstaliśmy i wróciliśmy do szpitala. Zastaliśmy nam wszystkich grających w karty. Łóżko blondynka było otoczone a oni grali. Uśmiechnęłam się na ten widok a następnie dosiadłam do nich. To samo uczynił mulat. Niestety nie posiedziałam tam zbyt długo, gdyż….
_______________________________________________________
Hej! I jak rozdział? ;) 
Według mnie trochę nudy i jakiś dziwny wyszedł;o No ale cóż....
A co wy sądzicie? A no i mam prośbę. Dajcie dokończyć opowiadanie tak jak chcę i nie maltretujcie tym, że Ala ma być z Harrym :P
A jak książkę One Direction macie już zakupioną? :D
Ja właśnie dziś ją nabyłam;) 
Jak zwykle mam do was prośbę
KOMENTUJCIE! ! ! ♥ ♥ ♥
Dziękuję także wam za tyle wejść, komentarzy i obserwatorów:)
Chciałam wam przypomnieć o moim drugim, nowym blogu:D
A także polecić z całego serduszka bloga tej dziewczyny. Wejdźcie koniecznie! :D
Całuję! xx



piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 30 ;)


Jeśli już jesteś PROSZĘ SKOMENTUJ! ♥
____________________________________________
- On…on leży- jej głos coraz bardziej drżał, prawie nie było jej słychać
- Kochanie, ale kto? Dlaczego?- coraz bardziej martwiłam się o nią. – Marta jesteś tam?
- Alicja! Błagam co ja mam robić?! Niall leży od kilkunastu minut, nie odzywa się! Nie mam pojęcia co mu się stało…wezwałam pogotowie, ale oni nadal nie przyjeżdżają. Błagam..- jej głos się załamał zaczęła płakać- mój blondynek, Ala błagam wracaj!- nie mogłam słuchać tego jak cierpi.
- Marta, Marta kochanie wszystko będzie dobrze. Będziemy jak najszybciej się da- sama nie wiedziałam co mogę poradzić, jednak musiałam wspierać moją siostrę. Ona jest osobą, której mogę wszystko powiedzieć, z którą świetnie się bawię. Jednak nienawidzę, gdy płacze. Wygląda wtedy tak okropnie, jest mi jej naprawdę żal. Rozłączyłam się i podeszłam do mulata. – Kochanie, musimy jechać. Z Niallem coś się stało. Upadł i nie odzyskał jak na razie przytomności, pogotowie jest w drodze. Musimy jak najszybciej się tam dostać! – stałam nad nim i histeryzowałam, nie wiem dlaczego. Bałam się, bałam się o wspaniałego przyjaciela i ukochanego mojej siostry. Gdyby nie mulat pewnie zaczęłabym płakać i krzyczeć. Na szczęście on przytulił mnie i mocno przywarł do siebie- tak, że nie miałam możliwości się poruszyć. Kiedy w końcu się uspokoiłam ponownie wtuliłam się w jego tors.- Dziękuję- wyszeptałam i ucałowałam namiętne jego  usta.
* 3 godziny później*
Właśnie dojeżdżamy do szpitala w którym znajduje się Horan. Marta ciągle pisze sms lub dzwoni co z nim. Na szczęście odzyskał przytomność, jednak nie może jeszcze dobrze funkcjonować. Jest z nim krótko mówiąc źle. Kiedy w końcu dotarliśmy wystartowałam z taksówki jak najszybciej się dało i popędziłam do sali 108. Weszłam i ujrzałam bladego blondyna, który leżał bezwładnie na białym szpitalnym łóżku. Obok niego na niezbyt wygodnym, białym krześle siedziała Marta a za nią stał Louis, Liam i Harry. Marta widząc, że przyjechałam szybko do mnie podbiegła i mocno przytuliła.
- Dziękuję- były to jedyne słowa, jakie ciemnowłosa była w stanie wymówić.
- Nie dziękuj. Nie masz za co- przytuliłam ją najmocniej jak się dało i już po chwili wszyscy staliśmy nad łóżkiem Nialla czekając na wyniki badań, które wykonano mu przed naszym przyjazdem. Stojąc przy łóżku chorego ciągle czułam na siebie wzrok Stylesa. Miałam ochotę odwrócić się w jego stronę i posłać szczery uśmiech. Niestety nie miałam na tyle odwagi, nie miałam siły by spojrzeć w jego hipnotyzujące, zielone tęczówki. Zamiast tego wtuliłam się mocniej w stojącego obok mnie Malika i tak stałam przez dłuższy czas. Po kilkunastu minutach, ciszy panującej w pomieszczeniu zjawił się lekarz. Niósł w ręce kilka białych kartek, a jego mina nie wróżyła nic dobrego. Był ubrany w biały fartuch, a przez szyję przewieszone miał czarne słuchawki. Jego twarz przyozdabiały okulary, a na głowie miał sporo ciemnych włosów. Zwrócił się grzecznie do nas wszystkich;
- Witam, z kim mogę rozmawiać o stanie zdrowia pana Horana?- spojrzał po kolei na nas wszystkich. Sami nie wiedzieliśmy kto to ma być, na szczęście w porę zareagował Liam.
- Czy byłaby możliwość, aby kierował się pan do nas wszystkich?- mówił z taką powagą, spokojem. Nigdy nie widziałam Liama w takiej sytuacji. Może i był tatusiem zespołu, ale z jego twarzy nigdy nie schodził uśmiech, wszystko załatwiał z wielką radością. Jednak teraz było to nie do pomyślenia. Stał z grobową miną i czekał na reakcję lekarza.
- A więc dobrze-odparł po chwili zastanowienia mężczyzna- Pan Horan ma tętniaka mózgu. Podczas utraty przytomności doszło do jego pęknięcia. Na nasze szczęście było to pęknięcie małe i nie groźne. Miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie nie dojdzie do kolejnego pęknięcia. Ten mały przyjaciel mógł znajdować się w głowie państwa kolegi najprawdopodobniej od kilku lat.
- Ale, ale jak to?- zapytał z niedowierzaniem Liam- Jak to Niall, nasz Niall ma tętniaka mózgu?!- do oczu chłopaka szybko napłynęły łzy, które już po chwili otarł.
- Proszę pana, wiele osób ma tętniaka. Jeśli pan Horan mógł z nim normalnie funkcjonować kiedyś, będzie mógł i teraz. Miejmy taką nadzieję. A jeśli nie zawsze można usunąć go operacyjnie, co ciągnie za sobą sporo konsekwencji.- słowa lekarza brzmiały tak…tak pusto. Wszyscy staliśmy ze łzami w oczach, jedynie Marta. Ona płakała jak małe dziecko, stała osamotniona na końcu Sali i płakała, krzyczała. Wiedziałam, jak cierpi. Współczuję jej.
- A więc do dalej?- odezwał się drżącym głosem Zayn
- Trudno powiedzieć. Będzie musiał zostać kilka dni na obserwacji, musimy stwierdzić jak wielki jest ten tętniak i obserwować czy nie dojdzie do kolejnego pęknięcia. Jeśli wszystko będzie dobrze, Pan Niall powinien opuścić szpital za jakiś tydzień, maksymalnie dwa- lekarz lekko się uśmiechnął, pożegnał i wyszedł z Sali. W tym momencie usłyszeliśmy głos blondyna.
- Umrę, prawda? – z jego oczu płynęły łzy. Twarz była blada, pokryta przezroczystym płynem. Starał się go otrzeć, jednak coś mu nie pozwalało, była to ręka. Najprawdopodobniej dostał chwilowego paraliżu- tak bynajmniej wyjaśnił nam lekarz
- Niall, kochany- podeszłam do niego i przejechałam delikatnie dłonią po jego policzku- nie umrzesz, będziesz żył sto lat. Będziesz miał gromadkę dzieci i wspaniałą żonę.- uśmiechnęłam się lekko i delikatnie przytuliłam. Kiedy tak leżałam Zayn podszedł do mnie i wziął mnie na ręce.
- Kochanie pojedziemy do domu, odpoczniesz a jutro tutaj wrócimy- szepnął mi do ucha i już miał ze mną wychodzić gdy zeskoczyłam mu z rąk i podeszłam d Marty.- Kochana, powinnaś pojechać z nami. Prześpisz się, dobrze ci to zrobi- niestety dziewczyna była nie ugięta. Wszelkie namowy, prośby nic nie dawały. Na szczęście Liam zachował się odpowiedzialnie, no prawie i wziął ją na ręce. Kiedy wychodziliśmy z windy na parterze Marta spała już na rękach chłopaka. Musiała to naprawdę mocno przeżyć. Po powrocie do naszego mieszkania Liam ułożył brunetkę w jej łóżku, a sam pojechał do domu. Ze mną został Zayn, który chciał mnie wspierać. Zjedliśmy szybką kolację i położyliśmy się spać. Nie miałam żadnego problemu z zaśnięciem, była to chyba pierwsza noc podczas której nie myślałam o tym, czy dobrze zrobiłam wiążąc się z Zaynem i zostawiając Harrego.
Wychodzę z domu. Żegnam się z Harrym namiętnym pocałunkiem, a dzieci mocno przytulam. Wchodzę do samochodu. Jadę. Po chwili znajduję się przy jakimś grobie. Kiedy przeczytałam co tam pisze moje oczy zalały się łzami. ‘’Zayn Malik zmarł. 23.12.2013roku’’ Pod informacjami i jego zdjęciem brzmiał cytat; ,,Jeśli nie mogę być z tobą, nie chcę być w ogóle’’.
Rano obudziłam się cała roztrzęsiona, na szczęście obok mnie nadal leżał Zayn. Gdy tylko zobaczyłam jego brązowe oczy wpatrujące się we mnie jak w obrazek momentalnie poczułam dziwne mrowienie w moim brzuchu, zbliżyłam się do chłopaka i namiętnie go pocałowałam.
- Cóż za miłe powitanie- zaśmiał się chłopak- mogę się tak budzić codziennie- na to dostał z poduszki w twarz, a ja już po chwili znajdowałam się w kuchni szykując śniadanie. Moim oczom ukazała się zaspana Marta, która już chciała wychodzić.
- Marta, cholera!- krzyknęłam za dziewczyną- gdzie ty idziesz?!
- Jak to gdzie?! Mój chłopak leży w szpitalu, muszę do niego jechać! – z jej oczu ponownie popłynęły łzy. A ja nie wiedziałam jak zareagować. Nie chciałam by jechała w takim stanie do szpitala, ale także nie chciałam by przeze mnie nie mogła się z nim widzieć. Na szczęście w rozwiązaniu problemu pomógł mi Zayn, który widział zaistniałą sytuację.
- A może po prostu zjesz śniadanie i wszyscy razem do niego pojedziemy OK?- jego głos mógł ukoić największy ból. Pomimo, że miał opinię złego chłopaka, chamskiego czy wrednego wcale taki nie był. Myślę nawet, że gdy odkryje się jego prawdziwe ‘’ja’’ jest najbardziej wrażliwym chłopakiem w zespole.
Po śniadaniu wszyscy szybko się ubraliśmy i wyszliśmy z domu. Zayn zamówił wcześniej taksówkę i już po chwili byliśmy w drodze do szpitala. Podczas trasy nikt się nie odzywał. Siedziałam obok Marty i Zayna. Czyli po środku. Twarz mojej siostry była blada, miałam wrażenie, że zaraz zemdleje. Nie odzywała się do nikogo, jechała zapatrzona w zakorkowane ulice Londynu. Po części ją rozumiałam i nie chciałam jej przeszkadzać w rozmyślaniach. Przytuliłam ją tylko i ucałowałam we włosy. Spojrzała tylko na mnie smutnym wzrokiem i powróciła do poprzedniej czynności. Na szczęście już po chwili byliśmy pod szpitalem. Malik zapłacił kierowcy i podziękował. Najszybciej z nas szła oczywiście Marta, gdy była coraz bliżej jego Sali na jej twarzy próbował przebić się uśmiech. Kiedy tylko weszliśmy brunetka rzuciła się Horanowi w ramiona. Widać było, że chłopak czuł się coraz lepiej. Siedział już i przeglądał swój telefon. Gdy tylko ujrzał Martę miał ochotę wyskoczyć z tego łóżka i obcałować ją ze wszystkich stron, jednak nie pozwalał mu na to stan zdrowia. Sama Marta zabroniła mu wstawać i się mocno wysilać. Cała nasza trójka siedziała wokół jego łóżka i się wygłupiała. To niemożliwe jak może zmienić się humor dzięki jednej osobie w tak radykalny sposób. Cieszyłam się, że na twarzy Marty ponownie zagościł uśmiech. Nasze wygłupy przerwała trójka chłopców, wchodzących do Sali jak do ZOO. Harry siedział na plecach Liama a Louis udawał, że jest koniem. I jak tu się z nich nie śmiać? Ich przyjaciel leży w szpitalu w dosyć ciężkim stanie a oni się świetnie bawią.
- Oooooo moje kochanie się obudziło!- Lou podbiegł do Nialla i mocno go przytulił- Kocham Cię!- krzyknął i chciał pocałować chłopaka w usta ale ten go odepchnął.
- Byłem nie przytomny przez jakiś czas a ty już zdążyłeś zmienić orientację?- zaśmiał się blondyn. No tak, cały on. Pomimo ciężkiego stanu w którym właśnie się znajdował nadal był zabawny i uwielbiał żartować. Po chwili do Sali wszedł mężczyzna ubrany na biało.
- Witam- uśmiechnął się do nas wszystkich- czy mogę prosić państwa o chwilowe opuszczenie Sali? Musimy zrobić pacjentowi kilka szybkich badań- oczywiście posłuchaliśmy polecenia lekarza i wyszliśmy na korytarz. Usiedlismy wszyscy na plastikowych krzesłach i zaczęliśmy rozmawiać. Niestety doszło do wymiany nieprzyjemnych zdań pomiędzy Zaynem a Harrym.
- I co kurwa cieszysz się?- zaczął wkurzonym tonem Hazza- cieszysz się, że to przez Ciebie Alicja nie chce za nic w świecie do mnie wrócić?! Że całkowicie skreśliłeś moje szczęście?!- mulat był widocznie zdziwiony tymi słowami, jednak po chwili namysłu odpowiedział.
- Posłuchaj Harry. Jestem z nią bo ją kocham, nie chciałem cię tym skrzywdzić, ale oboje wiemy, że to ty definitywnie zakończyłeś wasz związek. To ty wybrałeś Taylor. Nie miej do mnie pretensji o uczucia jakimi darzę Alę.- chłopak starał się być spokojny, jednak z każdym słowem było to dla niego trudniejsze. Siedziałam obok niego i pieściłam delikatnie jego ramię. Nie chciałam by doszło między nim a Harrym do nie przyjemnej sytuacji.
- Czy ty kurwa nie rozumiesz, że ona jest z Tobą tylko dlatego by zapomnieć o mnie?! Nic nie zastąpi jej mnie! Całując Cię, będzie przypominał jej się smak moich ust. Kiedy będzie wpatrywać się zachłannie w twoje tęczówki będzie tam widzieć moją roześmianą twarz. Przy nikim nie będzie tak pewnie zasypiała, nikt nie obdarzy ją takimi uczuciami jak ja. Nikt jej bardziej nie zdoła pokochać. Ale i ona, nie będzie z nikim szczęśliwsza niż ze mną- loczek mówiąc to wpatrywał się we mnie. W moich oczach zebrały się łzy, kiedy to wszystko mówił…moje wspomnienia powróciły. Czy ja kiedykolwiek zapomnę o tym chłopaku? Zdołam nie uśmiechać się na jego widok i nie myśleć przed snem? Wszystko jest chore, cały ten świat jest chory!
- Harry….przegiąłeś!- Zayn bardzo się wkurzył, wstał z krzesła i podszedł do Stylesa, który wcześniej uczynił to samo. Wyglądało na to, ze mulat chce złożyć nie przyjemny prezent na twarzy swojego kumpla.
- Zayn, kochanie nie rób tego- podeszłam do niego i delikatnie odsunęłam- wiesz, że cię kocham. Nie jestem z tobą po ty by Harry był zazdrosny. Kocham Cię- spojrzałam w jego oczy- nie zależy mi na nim- skłamałam. Tak potwornie skłamałam. Jak mogłam oszukiwać mojego chłopaka? Czułam się z tym podle. Ale przecież musiałam ich jakoś pogodzić.
- Tym razem masz szczęście- parsknął mulat i odszedł. Bez chwili namysłu udałam się za nim- gdzie idziesz?- zapytałam, gdy w końcu udało mi się dorównać kroku chłopakowi.
- Potrzebuję zaczerpnąć świeżego powietrza- spojrzał na mnie a następnie objął mnie prawą ręką.
- Czyli idziesz zapalić?- zaśmiałam się. Przecież to zaczerpnięcie powietrza właśnie na tym u niego polegało. Wypalił fajkę i wracał do domu. Tym razem będzie zapewne podobnie.
- Kochanie przecież ja nie palę!- zaśmiał się i ucałował mnie w czoło. Już po chwili byliśmy przed budynkiem. Mulat usiadł na pobliskiej ławce a z kieszeni wyjął paczkę z jego nałogiem.
- Chcesz?- wyciągnął opakowanie pełne papierosów w moją stronę. Czasami lubiłam wypalić jednego, czy dwa papierosy. Tak było i tym razem. Wyjęłam jednego i odpaliłam. Już po chwili zaciągnęłam się śmiertelnym dymem. Wygłupialiśmy się i oboje wpuszczaliśmy sobie dym do buzi. Kiedy oboje skończyliśmy wróciliśmy do szpitala. Abym nie podpadła wrzuciłam do buzi jakieś pięć gum i usiadłam ponownie na krześle. Oparłam głowę na ramię mojego ukochanego i zaczęłam zasypiać. Nie było mi to jednak pisane, gdyż lekarz wraz z pielęgniarką wyszedł z pokoju, w którym leżał Horan i pozwolili nam wejść. Niall leżał na łóżku, na nasz widok kąciki jego ust uniosły się ku górze. Marta podeszła do niego i zaczęli się namiętnie całować.
- Halo!- krzyknął Louis – my też tutaj jesteśmy-  speszeni oderwali się od siebie, natomiast cała reszta wybuchnęła głośnym śmiechem. Kiedy wszyscy się uspokoili wszyscy stwierdzili, że są głodni. Niall dostanie zaraz szpitalny obiad, gorzej z nami. Jednak mądry Lou wpadł na pomysł aby ktoś poszedł kupić obiad. Padło na mnie i Harrego. On? Serio? Musiałam iść właśnie z nim? Zapowiada się wspaniale…Czujecie ten sarkazm? Wyszłam bez słowa z Sali. Harry szybko do mnie podbiegł i szliśmy w ciszy. Żadne z nas nie miało na tyle odwagi, aby pierwsze się odezwać, zacząć jakiś temat. Dzięki temu dotarliśmy do małej knajpki, gdzie można było kupić kebaba, zapiekankę oraz wiele innych fast foodów. Zamówiliśmy kilka zapiekanek i trzy kebaby. Nie wiedzieliśmy kto co chce, więc kupiliśmy to co oboje najbardziej lubimy. Harry- zapiekanki, a ja- kebaby. Styles jak na chłopaka przystało zapłacił i wyszliśmy.
- Ymm…-zaczął niepewnie- przepraszam, za tę akcję na korytarzu. To było niestosowne- na jego twarzy malował się smutek. Wiedziałam co może czuc, chciałam go jakoś pocieszyć jednak nie wiedziałam jak.
- Harry…dlaczego zawsze przepraszasz? Pierw robisz potem myślisz. Zauważyłeś, że ostatnio tylko musisz wszystkich przepraszać?- spojrzałam na niego z lekkim oburzeniem- zrób coś, abyś nie musiał przepraszać. Zachowuj się normalnie, a nie jak jakieś dziecko patologii- może trochę przesadziłam z tym ‘dzieckiem patologii’’? Aby uniknąć kolejnych nieprzyjemnych słów przyspieszyłam kroku. Na moje szczęście już zbliżaliśmy się do szpitala. Kiedy szliśmy w kierunku Sali Nialla minęło nas wiele lekarzy szybko pędzących właśnie w jego stronę. Kiedy dotarliśmy na miejsce, nikogo nie było w Sali. Rozejrzeliśmy się wokół. Zauważyłam Zayna, który kupuje kawę w automacie. Podbiegłam czym prędzej do niego.
- Zayn gdzie wszyscy?- kiedy tylko zobaczyłam jego twarz, była ona zmoczona. Z jego oczu ciągle płynęły łzy. Nie zdarzyło się, aby Malik był w aż tak okropnym stanie- kochanie….- przytuliłam go mocno, nie wiedziałam dlaczego taki jest, ale musiałam go jakoś pocieszyć, wspomóc. W końcu chłopak otarł twarz rękawem z bluzy i zaczął….
__________________________________________________________
Hej;) I jak wam się podoba? 
Mi nie zbyt...coś ostatnio mnie wena opuściła;/
Takiego obrotu spraw się nie spodziewaliście, prawda? ;)
Dziękuję za wszystkie komentarze. Są one moją motywacją do dalszego pisania! <3
KOMENTUJCIE!! ♥ ♥ ♥
Chciałam was także poprosić o wejście na tego bloga.
Skomentujcie, zaobserwujcie.
Jest was wiele więc mam nadzieję, że wejdziecie! :)
Plisss! :)

piątek, 29 marca 2013

Rozdział 29 ;)


Jeśli już jesteś proszę skomentuj! ♥ 
____________________________________________________________________
- Harry, cholera jasna dowiem się o co chodzi?
- Czy ty... czy ciebie i Zayna coś łączy?- skąd przyszło mu to pytanie na myśl? Śledził mnie czy co? Dawno nie byłam w takiej sytuacji. Czułam zakłopotanie. Można powiedzieć, że jestem z Malikiem. Nie chciałam jednak w tym momencie tego ujawniać, za bardzo mi zależało na Harrym. Spojrzałam w jego zielone tęczówki, próbowałam się w nich zatopić, jednak  coś mi na to nie pozwalało. Nie były to te same oczy. Widać było w nich tylko smutek i troskę. Brak płonących iskierek. Brak tego, co w nich kochałam. Jednak czy to zwalnia mnie z uczuć wobec niego?  Chciałam poczuć się jak dawniej. Beztrosko. Poczuć się jedyną dziewczyną na świecie. Chciałam być jego księżniczką, a on byłby moim księciem. Niestety życie to nie bajka. – Alicja...- usłyszałam jego szept- odpowiesz mi na to pytanie czy nie?- powiedział już znacznie głośniej.
- Harry….ja nie wiem jak to powiedzieć. Kocham cię, jednak po tym co mi zrobiłeś, nie potrafię ci wybaczyć. On przy  mnie był, wspierał mnie i mi pomagał. Był ze mną w najgorszych momentach, a ty się świetnie bawiłeś. On jest dla mnie oparciem, kimś na kim mogę zawsze polegać. Jest tym kim ty nigdy nie byłeś.
- Powiedz mi kurwa tylko czy go kochasz!- nie wiedziałam co w niego wstąpiło zaczął krzyczeć, a gdy wypowiedział ostatnie słowo stał i głośno sapał.
- Chyba tak- powiedziałam niepewnie- kocham go- wymawiając te słowa moje kąciki ust uniosły się lekko ku górze
- Rozumiem- powiedział zrezygnowany- co on ma takiego czego ja nie mam?- mówił ze łzami w oczach- dlaczego mnie tak ranisz?
- Harry, błagam nie utrudniaj mi tego. Co on takiego ma? Nic. On po prostu jest i mnie kocha. Nie jest w niczym lepszy od ciebie, ale nie jest też gorszy. Jednak to nie on mnie zdradził. Nie on skazał na tak wielkie cierpienie. Ja ciebie ranię? A więc co ja miałam czuć gdy ty trzymałeś w ramionach inną? Zastanów się nad tym wszystkim, zastanów się nad sobą. Co ty z siebie robisz?- Po tych słowach zaczęłam się kierować do domu. W połowie drogi złapał mnie deszcz. Kiedy doszłam byłam przemoknięta do suchej nitki. Przebrałam się i poszłam do swojego królestwa. Opadłam na łóżko i łzy zaczęły kolejno spływać po moich policzkach. Dlaczego tak się dzieje? Jakim cudem kocham dwóch chłopaków na raz? Chciałabym wrócić do Polski. Chciałabym by było jak dawniej. Mieć beztroskie życie, przyjaciół i jednego ukochanego chłopaka. Dlaczego życie pisze mi tak trudny scenariusz? Czym ja zawiniłam? Szczerze mówiąc boję się. Boję się tych wszystkich uwag ze strony świata, że będą mnie wyzywać, hejtować. Ale jest jeszcze jedna obawa. Obawa przed zranieniem, zdradą. Nie chcę przeżywać tego po raz kolejny. Znam Zayna, wiem że mi tego nie zrobi…ale przecież on jest tylko facetem. Każdy facet kiedyś w końcu ulegnie. Leżałam tak jeszcze chwilę, jednak do pokoju weszła Marta.
- Ymm….Ala?- zapytała z troską widząc moje rozmazane oczy- coś się stało?
- Nie nic- odpowiedziałam obojętnie i odwróciłam się do niej plecami. Byłam trochę zła na siebie za takie zachowanie. Przecież ona tylko chciała pomóc.
- Jak to nic przecież widzę! Opowiadaj mi wszystko i to już!- brunetka nie dawała za wygraną. Usiadłam, otarłam oczy i zaczęłam opowiadać wszystko od początku. No może nie z takimi szczegółami….
- Wszystko się zmieniło od zerwania z Harrym. Gdy byłam w Polsce przez te kilka dni wydarzyło się więcej niż mogłam się spodziewać. Asia się do mnie nie odzywała, nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Tomek…on, on się zmienił nie do poznania. To już nie jest ten słodki Tomuś który traktuje dziewczyny tylko jak przyjaciółki. Pocałował mnie, nie wiem co chciał tym osiągnąć. Bez mojej zgody przyssał się do moich ust. Od tego czasu wszystko było sztuczne.  Kilka dni po powrocie do Londynu Liam poprosił o spotkanie. Okazało się, że nie było to zwykle spotkanie. Harry zorganizował mini koncert dla mnie. Błagał mnie o wybaczenie, nawet go pocałowałam. Niestety uciekłam, nie wyobrażam sobie tego abym miała mu wybaczyć. Za bardzo mnie zranił. Tego dnia, gdy poszliście z Niallem na spacer. My z Zaynem zostaliśmy parą- Marta na te słowa otworzyła lekko usta i swoje oczy utkwiła w moich, jednak ja nie zwracałam na to uwagi i kontynuowałam- dziś rozmawiałam z Harrym, czuję się temu wszystkiemu winna. Jak ja mogę kochać dwóch chłopaków na raz?- nie wytrzymałam, znów rozpłakałam się jak małe dziecko. Sama nie wiem czemu płakałam, przecież  wszystko było idealnie. Mam idealnego chłopaka, który się o mnie troszczy, chce abym była szczęśliwa, mam własne mieszkanie a chłopak który mnie zdradził dostał ode mnie kosza. Idealnie prawda? Może tak się wydawać, ale wcale tak nie jest. Cierpię na samą myśl o tym, że kogoś zraniłam, że ja mogę być ponownie zraniona.
- Ala kochanie nie płacz- ucałowała mnie w czoło- wiem, że jest ci ciężko, ale Zayn cię kocha. Jesteście idealną parą, jestem pewna że on cię nie skrzywdzi. A o Harrym zapomnij, gdyby cię kochał to by cię nie zdradził- brunetka dodała mi naprawdę sporo otuchy. Czasem najprostsze słowa, a znaczą dla nas najwięcej. Uśmiechnęłam się lekko i ją przytuliłam.
- A może tak zobaczymy jakiś film? – zaproponowała z wielkim uśmiechem
- Niestety kochana, ale mam dużo nauki. Test z biologii, sama rozumiesz- posłałam jej błagające spojrzenie i wskazałam na książkę. Już po chwili zagłębiłam się w jakże ciekawych tematach. Kiedy w końcu udało mi się ogarnąć cały materiał było po 23. Poszłam do łazienki, aby wziąć gorący prysznic i położyłam się spać.
* Tydzień później- sobota rano*
Otwierając oczy zobaczyłam puste miejsce obok siebie. Zdezorientowana szybko zerwałam się z łóżka i poszłam w kierunku salonu. Zastałam tam mojego ukochanego, który zajadał się płatkami z mlekiem. Uśmiechnęłam się na ten widok i poszłam w kierunku łazienki. Po porannej toalecie i wyszykowaniu się poszłam zrobić śniadanie i dosiadłam się do mulata. Po chwili usłyszałam za sobą głos Marty.
- Uśmiech zakochańce!- pomysły mojej siostry były niemożliwe, już po chwili zrobione zdjęcie wrzuciła do sieci z podpisem ,, Słodziaki<3 Bo prawdziwa miłość rodzi się z przyjaźniJ’’. 
Obserwowaliśmy całą trójką liczbę rosnącym komentarzy. Zdarzały się te wulgarne, obrażające mnie czy Zayna. Starałam się tym nie przejmować, miałam u swego boku chłopaka, którego kocham. Jednak coś nie dawało mi spokoju. Komentarze typu ,,I co, to ty nie potrafiłaś wybaczyć zdrady Harremu, a sama jesteś z jego najlepszym przyjacielem’’ dobijały mnie psychicznie. Miałam ochotę wyjść i nie wrócić.
Po wygłupach i śniadaniu postanowiliśmy z Zaynem udać się do centrum handlowego. Dziś był jedyny dzień, który mogłam w pełni mu poświęcić. Przebrałam się szybko i już po chwili siedzieliśmy w jego samochodzie. Podczas drogi wiele rozmawialiśmy i śmialiśmy się.
- Alicjo…- Mulat powiedział poważnym tonem, muszę przyznać, że bałam się tego co chce mi powiedzieć. Postanowiłam pozwolić mu jednak dokończyć, to co miał mi do powiedzenia- Niestety nie pojedziemy do centrum,ale jest też dobra wiadomość, lecimy do Brighton.
- Ale jak to? – byłam lekko zdezorientowana, dlaczego mamy lecieć do Brighton?-Zayn, ale po co?
- Po to żeby moje kochanie miło spędziło weekend- pocałował mnie namiętnie i wysiedliśmy z samochodu, który Zayn wcześniej zaparkował.
- Ale ja nie mam ze sobą żadnych rzeczy!- idąc obok niego ciągle narzekałam i protestowałam. Owszem, bardzo chciałam spędzić z nim ten czas. Ale czy to dobry pomysł? Przecież on ma pracę. Mają koncerty, wywiady. Przeze mnie nie będzie miał możliwości udzielania ich… Czułam się trochę winna, z drugiej strony byłam cała w skowronkach. Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś tak wspaniałego. Cieszyłam się, że mam kogoś takiego jak ON. Już po chwili znaleźliśmy się na ogromnym lotnisku. Jednak nie lecieliśmy żadną z linii lotniczych, okazało się że Malik wynajął mały, prywatny odrzutowiec. Na tę wiadomość miałam ochotę zacząć skakać z radości i obcałować go całego. Jednak jak na dobre wychowanie przystało, nie uczyniłam tego. Już po chwili siedzieliśmy w nim i lecieliśmy. Nie trwało to długo, a wylądowaliśmy. Na lotnisku czekała już na nas taksówka, którą udaliśmy się do wejścia na plażę. Chwyciłam Zayna za rękę i udaliśmy się na plażę. Moim oczom ukazał się niewielki drewniany domek. Był on jedno piętrowy, a zejście było prosto do morza. Poszliśmy w jego kierunku. Zayn otworzył drzwi i moim oczom ukazał się ogromny salon z przeszkloną ścianą i widokiem na morze. Moje kąciki ust mimowolnie uniosły się ku górze.
- Dziękuję- odwróciłam się w stronę chłopaka, który stał za mną i bacznie obserwował mój każdy ruch- jesteś kochany- musnęłam jego usta. Ten pocałunek przerodził się w coś głębszego. Bardziej namiętnego. Już po chwili nasze ubrania porozrzucane były po całym salonie a my leżeliśmy w sypialni. Sama nie wiem jak się tutaj znaleźliśmy. Jednak ważne było dla mnie z kim, a nie gdzie. Zayn był bardzo delikatny, kochałam go za to. Kochałam go za to, że był. Kiedy leżałam wtulona w jego tors przypomniałam sobie wszystkie chwile spędzone z Harrym. Na ich myśl w moich oczach nie pojawiały się łzy, były to tylko wspomnienia. Przez ten długi czas uświadomiłam sobie, że Zayna także kocham. Nie jest to ta miłość co wobec Harrego, ale może z czasem przerodzić się w coś głębszego. Wtulona w niego po chwili zasnęłam.
* Perspektywa Marty*
Od kilku tygodni ciągle kłócę się z Niallem. Czasami zastanawiam się co źle robię, dlaczego on ma pretensje o wszystko co zrobię? Zmienił się od kiedy w nasze życie wkroczyła niejaka Alison. Wydaje mi się, że blondynek się w niej zakochał. Czyżby to była prawda? Przez to wszystko coraz częściej zarywam noce, siedzę wieczorami na parapecie i wszystko wspominam. Pierwszy pocałunek, wakacje i to jak świetnie bawimy się w swoim towarzystwie. Mam nadzieję, że jedna dziewczyna tego nie zniszczy. Skrzywdziłby nie tylko mnie, ale i Lou. Widać, że chłopak naprawdę się zakochał.
- Marta- szepnął mi do ucha blondyn- chodźmy na spacer, mam dość tych filmów- uśmiechnęłam się lekko i wstałam z kanapy. Zaraz za mną podążył mój ukochany. Wyszliśmy na ulice Londynu i poszliśmy w kierunku galerii handlowej. Była ona kilkanaście minut od domu chłopaków, a więc mieliśmy sporo czasu na rozmowę. Postanowiłam wznowić jakże uciążliwy temat dla Nialla.
- Niall kochanie, powiedz mi…dlaczego my się ciągle kłócimy? Dlaczego ciągle na nią patrzysz? Czego ja nie mam, a ma ona? Co źle zrobiłam?- spojrzałam na niego, a w moich oczach zaczęły zbierać się pojedyncze łzy. Starałam się je ukryć i szybko je otarłam. Horan szedł w ciszy, jednak po chwili namysłu kontynuował rozmowę.
-Kochanie, nie ma osoby która mogłaby nam zagrozić. Jesteś tym czego potrzebuję. Jesteś moim ideałem. Nie wyobrażam sobie że nie mógłbym cię całować, że nie zasypiasz wtulona w mój tors. Po prostu nie potrafię wyobrazić sobie życia bez ciebie. Jesteś moim tlenem, czymś bez czego nie mogę normalnie funkcjonować. Przyznam, Alison jest ładna. Jednak nikt nie zastąpi Ciebie- przystanął i ujął moją twarz w swoje delikatne ręce i namiętnie pocałował. Doszliśmy do galerii i udaliśmy się na zakupy. Po kilku godzinach chodzenia oboje zgłodnieliśmy i udaliśmy się do McDonald’s-Nie wydaje ci się, że odkąd Zayn jest z Alą to relacje pomiędzy nim a Harrym się psują?- powiedziałam i zaraz po tym wzięłam do buzi trochę sałatki.
- A dziwisz się? Jego przyjaciel jest z jego ukochaną. Wiem, chłopak zawinił. Ale starał się…robi wszystko by ona do niego wróciła. Rozumiem, czuje się zraniona. Jednak nie powinna od razu wszystkiego skreślać. Przecież on ją kocha! Tyle zrobił aby z nią być, a ona wybrała jego przyjaciela- dawno nie słyszałam aby Horanek czymś tak się przejął.
- Może i masz rację, ale….- szczerze mówiąc brakowało mi argumentu by uzasadnić zachowanie mojej siostry. Co miałam powiedzieć? Że Harry jej się jednak odwidział i teraz chce być z Zaynem? Zabrzmiało by to naprawdę dziwnie i egoistycznie. Postanowiłam nie drążyć tego tematu i wróciłam do jedzenia. Niall widząc, że nie mam ochoty na ciągnięcie tej rozmowy sam także wrócił do swojej ukochanej czynności. Po powrocie do domu, który zajął nam naprawdę sporo czasu, gdyż pewne dziewczyny odkryły, że ulicami Londynu chodzi Niall. Tak, ten Niall Horan! I się zaczęło. Zdjęcia, autografy. Musiałam to jakoś przeżyć. Pomimo, że jesteśmy już spory czas razem ja nadal nie potrafię zaakceptować jego sławy. Wolałabym aby był zwyczajnym nastolatkiem, za którym nie biegają miliony dziewczyn. Który mógłby być tylko mój. Wiedziałam jednak, że jest to rzeczą niemożliwą. Starałam się z tym pogodzić. Kiedy w końcu dotarliśmy do domu wzięłam gorący prysznic i położyłam się spać. Nie miałam nic do roboty, gdyż Ali nie ma- wyjechała na weekend z Zaynem, a Niall wrócił do siebie. Chwilę rozmyślałam, aż w końcu zasnęłam. Rano obudziłam się z potwornym bólem brzucha, szybko udałam się do łazienki i wróciłam wszystko co znajdowało się w moim żołądku.
* Perspektywa Alicji*
Rano obudziłam się sama w łóżku. Wstałam i udałam się do kuchni, skąd dobiegał zapach naleśników. Kiedy tylko weszłam moja twarz od razu rozpromieniała. Jaki to słodki widok widzieć największy skarb w życiu, który krząta się po kuchni w samych bokserkach. Podeszłam do niego i złożyłam namiętny pocałunek na jego ustach.
Po śniadaniu poszliśmy na spacer po plaży. Chwilę spacerowaliśmy, potem wróciliśmy do domku i usiedliśmy na ganku. Mulat wyciągnął telefon i zrobił nam zdjęcie.
Uśmiechnęłam się na jego widok i wtuliłam w tors chłopaka. Wróciliśmy do domu, aby ugotować obiad. Postanowiliśmy upiec pizzę. Było przy tym wiele śmiechu. Malik miał mąkę we włosach, a ja miałam na twarzy ketchup. Postanowiłam zrobić fotkę i umieścić ją na tt. Już po chwili widniała ona na mojej tablicy z podpisem ,, Thanks! I Love You! ♥’’.
Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Zamknęłam portal i poszłam do sypialni się przebrać, a Malik włożył nasze dzieło nie piekarnika.
W jedzeniu przepysznej pizzy przeszkodził mi telefon. Podeszłam i odebrałam. Okazało się, że dzwoniła Marta.
-Halo?- powiedziałam z wielką sympatią w głosie,
-Ala…błagam…błagam cię pomóż mi- głos Marty drżał, słychać było jakby właśnie skończyła płakać. Co mogło się stać? W czym mam jej pomóc?
-Marta, kochanie jeśli nie powiesz mi co się stało, to nie będę w stanie ci pomóc.- w słuchawce zapadła głucha cisza, jednak po chwili usłyszałam drżący głos brunetki….

_______________________________________________________________
Hej, hej:) 
I jak rozdział? Jest trochę dłuższy od innych- mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe:)
Wiem, że wiele osób chce aby Alicja była z Harrym. Słuchajcie! Wszystko się może wydarzyć, teraz trochę odbiegnę od historii Ali i przypomnimy sobie o Marcie i Horanku:) 
Obiecuję także, że w życiu Ali jeszcze wiele się zmieni- mam nadzieję, że się nie zawiedziecie:) 
No i jeszcze jedna sprawa.....trochę dla mnie nie przyjemna:( Mianowicie komentarze.
Pod rozdziałem 27 czy 26 było ich około 70! A przy 28 tylko 55:( 
Co się z wami dzieje? Wiem, że powinnam sie cieszyć- oczywiście tak jest...ale smuci mnie to, że coraz mniej osób komentuje:(
A więc mam prośbę:
KOMENTUJCIE! ♥ ♥ ♥
Dla was to chwila a dla mnie wiele znaczy:) 
Kolejny rozdział jak zwykle za tydzień! :) 



piątek, 22 marca 2013

Rozdział 28 ;)


Jednak już po chwili usłyszałam za sobą jakieś głosy, odwróciłam się i ujrzałam Harrego. Stał na małej scenie wokół której paliło się mnóstwo świec. Za nim było wielkie czerwone serce z moim imieniem. Na środku sceny stał Harry, a za nim reszta zespołu. Moje oczy się od niego nie odrywały. Uśmiechnął się lekko do mnie i zaczęli śpiewać.
Podczas gdy oni śpiewali z moich oczu polały się łzy. Harry przygotował to wszystko dla mnie! Czułam się wyjątkowo. Po tej piosence chłopcy zeszli i udali się chyba w kierunku auta a ja zostałam sama z Harrym. Ten podszedł do mnie i przytulił. Nie mogłam stać jak słup, wiedziałam jak się dla mnie poświecił. Odwzajemniłam ten gest. Tak staliśmy przez dłuższą chwilę. Brakowało mi tego. Jego ciepła, chroniących mnie silnych rąk. Jego oddechu na mojej szyi. Brakowało mi wszystkiego co było w nim.
-Alicja- spojrzał na mnie i obtarł mi łzy za moich policzkach- kocham cię. Błagam wybacz mi, ja nie potrafię bez ciebie żyć. Jesteś moim tlenem, moim uzależnieniem. Czymś co daje mi siłę do życia. Błagam… to co zrobiłem. Żałuję. Wiem, że będzie Ci trudno mi zaufać, jednak daj mi szansę. Pozwól abym mógł cię całować, przytulać, oglądać cię zaspaną z rana w mojej koszulce.- Nie wiedziałam co mam zrobić. Chciałam mu wybaczyć, jednak…czy to już odpowiedni moment? Zastanawiam się czy po tym co mi zrobił będę w stanie mu zaufać. Jednak nie potrafiłam. Nie mogłam teraz go zostawić i odejść. Kocham go. Jestem ślepo zakochaną nastolatką, która zrobi wszystko w imię miłości. Bez większej chwili namysłu wpiłam się w jego usta. Brakowało mi ich. Brakowało niezmiernie. Tego smaku słodkich malin, tego idealnego kształtu. Tej namiętności. Harry chętnie odwzajemniał moje pocałunki, jednak nie mogliśmy w nich trwać wiecznie. Po oderwaniu się od siebie ja uciekłam. Biegłam uliczkami Londynu nie znając drogi powrotnej. Czemu to zrobiłam? Sama nie wiem. Tkwiąc w pocałunku, nie potrafiłam znieść myśli, że te usta dotykały panny Swift. Wiem, nie powinnam tak długo wszystkiego wygadywać, pamiętać. Jednak ja tak nie potrafiłam. Z jednej strony chciałam z nim być, kochać się i wspierać. Jednak nie potrafiłam wyobrazić sobie tego, że mógłby zrobić to drugi raz. Nie chciałam ponownie tak cierpieć.
Nie wiem jak, ale wróciłam do domu. Weszłam, przebrałam się w pidżamę i poszłam spać. Obudził mnie budzik, który jak co rano dzwonił bym nie zaspała do szkoły. Zerwałam się szybko z łóżka i pobiegłam do łazienki. No tak rozmazany tusz, włosy w nieładzie. Szybko się ogarnęłam, ubrałam legginsy, bluzę i adidasy. Zjadłam śniadanie i już po chwili byłam w drodze do szkoły. Przed bramą stał chłopak, wokół którego stały setki dziewczyn. Postanowiłam zobaczyć kto to jest. Okazało się że owym chłopakiem jest Malik. Podszedł do mnie i przytulił.
- Co ty tutaj robisz?- powiedziałam lekko oburzona ciągnąc chłopaka za sobą.
- A no  przyjechałem do mojej ukochanej przyjaciółki- puścił mi oczko i się zaśmiał- dziś wpadnę do ciebie o osiemnastej na film- ucałował mnie w policzek i odszedł. Co to miało znaczyć? Wprosił mi się do domu? Cały Zayn…. Już po chwili wokół mnie zebrała się garstka dziewczyn wypytująca skąd znam mulata, dlaczego tutaj przyjechał. Nie odpowiadałam na ich pytania i już po chwili znajdowałam się w klasie. Nauczyciel na szczęście się spóźnił więc miałam czas na rozpakowanie się i powtórzenie lekcji.
* Kilka godzin później*
-Paaa!- powiedziałam ostatni raz a Marta wyszła na spacer z Niallem. Oni są razem tacy szczęśliwi. Nie byłam długo sama, gdyż po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć i zastałam w nich mulata z pizzą. Przywitałam się z nim i poszliśmy usiąść na kanapie.
- To jak co oglądamy?
-alvin i wiewiórki- wyszczerzyłam swoje ząbki i podałam mu płytę.
- Yy…no spoko- zaśmiał się. Już po chwili byliśmy oboje zafascynowani śpiewającymi wiewiórkami. Po tym filmie postanowiliśmy  zobaczyć ‘’Szkołę Uczuć’’. W połowie tego filmu położyłam się na ramieniu Zayna. Nie myślałam o tym co działo się na ekranie. Byłam zapatrzona w twarz Malika. Rozmyślałam, nad nami. Czy jestem w stanie pokochać go tak jak Stylesa? Czy on coś do mnie czuje? Mulat chyba wyczuł że wpatruję się w niego i odwrócił swoją twarz. Teraz nasze oczy trwały w długim, stanowczo za długim kontakcie. Nasze usta były coraz bliżej. Po chwili tkwiliśmy w pocałunku. Zayn całował powoli i namiętnie. Cholera! Co ja robię? Jak ja się zachowuje? Co on sobie o mnie nie pomyśli? Przecież ja z nim nie mogę być! Fakt kocham go, jednak to nie jest ta miłość. Kocham go jak brata, najlepszego przyjaciela. Kogoś na kim mogę polegać, jedna nie mogę, nie potrafię… Jednak, ten pocałunek. Dawał mi coraz więcej do myślenia. Już po chwili tuliliśmy się do siebie i całowali na zmianę.
-Zayn- przerwałam- przepraszam…- wyszeptałam i pobiegłam do łazienki
- Alicja!- krzyknął, na moje nie szczęście zdążył złapać drzwi które chciałam przed nim zamknąć.- posłuchaj. To ja przepraszam. Nie powinienem, jestem skończonym dupkiem. Co ja sobie wyobrażałem? Że mnie pokochasz, bo co? Wiem, że go kochasz. Życzę ci szczęścia… Pamiętaj. Ja będę czekał. Kocham Cię- ostatnie słowa powiedział na bezdechu. Spojrzałam w jego oczy, a następnie znów pocałowałam.
-Nie przepraszaj. Nie masz za co. Nie można przepraszać za uczucia. -Wtuliłam się w jego tors.- dziękuję.- znów spojrzałam w jego oczy, jednak ten oddalił się nieco
-Będę się zbierał, już późno. A ty jutro do szkoły…- wziął kurtkę i już miał wychodzić, gdy go zatrzymałam.
-Zayn?
- Tak?
- Czy to co zdarzyło się pomiędzy nami. Czy to ma jakąś przyszłość?- nie chciałam znać odpowiedzi, jednak to było konieczne
- Nie wiem, Alu. Ja już nic nie wiem-  wpatrywał się we mnie, a z jego oczu zaczęły lecieć pojedyncze krople łez.- Kocham Cię…- wyszeptał mi do ucha.
- Ja chyba też cię kocham- moje kąciki ust delikatnie uniosły się ku górze. Nasze usta po chwili znów tkwiły na namiętnym pocałunku- nie odchodź. Zostań dziś ze mną potrzebuję cię- nie musiałam go dłużej namawiać. Zgodził się. Już po chwili oboje udaliśmy się do mojej sypialni. Ja poszłam wziąć prysznic a Zayn rozgościł się na moim łóżku. Wykąpana wróciłam do pokoju i położyłam się obok na pół przytomnego mulata. Czując jego ciepło uświadomiłam sobie, że nie potrafię bez niego żyć. Cieszę się, że wykonaliśmy dziś ten krok. Jednak coś, a raczej ktoś nie dawał mi spokoju. Był to Harry, ten którego kochałam. Kochałam całym sercem, lecz który mnie zranił. Starałam się o nim zapomnieć. Chciałam zacząć od nowa. Wszystko było na dobrej drodze, nie wiem czy mi się uda pokochać Malika tą miłością co Stylesa. Już po chwili moich rozmyślań zasnęłam. Rano obudził mnie budzik. Otworzyłam oczy i ukazała mi się twarz zaspanego mulata. Leżał z oczami na pół otwartymi i wpatrywał się we mnie.
- Dzień dobry kochanie- powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy
-Dzień dobry- odwzajemniłam ten gest i ucałowałam go delikatnie w usta. Zaraz po tym wstałam i poszłam wziąć poranną kąpiel.
-Zaynnnnnnnnnn!- krzyknęłam z łazienki. Było to jedyne wyjście, gdyż zapomniałam ubrań, a nie miałam zamiaru paradować w samej bieliźnie po mieszkaniu przed mulatem- przynieś mi zestaw, który leży na fotelu!- już po chwili wyciągnęłam rękę za drzwi, a Zayn wręczył mi ubrania. Szybko je ubrałam i rozpuściłam włosy.  Wychodząc z łazienki natknęłam się na Malika biegającego w samych bokserkach po mieszkaniu. Lekko się uśmiechnęłam i poszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Już po chwili Zayn mnie obejmował i całował w szyję. Odwróciłam się do niego i zaczęliśmy się namiętnie całować.
- Czyżbym o czymś nie wiedziała?!- krzyknęła ze śmiechem Marta. W tym momencie oboje od siebie odskoczyliśmy i lekko się zarumieniliśmy.
- Ymm….no bo ten, no my wiesz…no ten no….- zaczęłam się jąkać, co brunetka skomentowała wielkim śmiechem. Machnęła jeszcze tylko obojętnie ręką i wyszła z mieszkania. My z Zaynem wzięliśmy się za jedzenie kanapek. Po tym jakże obfitym śniadaniu nie miałam zbyt wiele czasu, więc mulat postanowił mnie podwieźć pod szkołę. Wyszedł z samochodu, otworzył mi drzwi i delikatnie musnął moje usta na pożegnanie. Czułam wtedy na sobie wzrok wszystkich uczniów, ale także i nauczycieli. Nie byłam z tego powodu zadowolona, nie lubiłam być w centrum uwagi. Chciałam być tą szarą myszką, której nikt nie znał i wszyscy olewali. Jednak to już nie wróci, znam chłopaków a to już wielki powód, aby być w jakikolwiek sposób wywyższonym  w tej szkole. Na szczęście udało mi się przebić pod klasę, gdzie czekała na mnie Jess. Przywitałam się z nią i poszłyśmy na matematykę. Jak ja nie lubię matmy! Na szczęście lekcje minęły szybko. Na przerwach jak zwykle się wygłupiałyśmy, jednak dziś wokół mnie kręciło się więcej plastikowych dziewczynek, które za wszelką cenę chciały poznać Malika czy Stylesa. Ale nie dlatego, aby z nimi porozmawiać, ale po to by zdobyć autograf i ich poderwać. Było mi w tym momencie żal chłopaków. Tyle fałszywych dziewcząt, które chciały tylko ich pieniędzy, sławy i rozgłosu. Takie dziewczyny to dno.
* kilka godzin później- wieczór*
Siedziałam w swoim pokoju ucząc się do jutrzejszego sprawdzianu. Moją naukę przerwał mi telefon.
- Halo?- odebrałam z wielkim uśmiechem na twarzy. Odkąd relacje pomiędzy mną a Zayn’em się zmieniły chodzę uśmiechnięta i tryskam życiem
- Hej. Tutaj Harry. Spotkajmy się. Bądź za piętnaście minut gotowa pod twoim blokiem.- jego głos był oschły, nie był to głos kochanego i radosnego Stylesa. Zdawałam sobie sprawę, że mógł się dowiedzieć o mnie i Zaynie. Nie chciałam, aby się o tym dowiadywał, jednak wiedziałam, że jest to nie uniknione.  Nie miałam wyboru. Nałożyłam bordowe rurki i czarny sweter. Na to ubrałam zielony płaszczyk i czarne oficerki. Nie miałam już zbyt wiele czasu, więc postanowiłam wyjść i poczekać na loczka. Wychodząc z apartamentowca ujrzałam podjeżdżający samochód, a za jego kierownicą siedział Styles. Wysiadł i szedł w moim kierunku. Jego twarz była pełna smutku, przygnębienia. W jego oczach można było zobaczyć  strach… strach utraty czegoś najważniejszego w życiu. Wiedziałam co mnie teraz czeka, nie chciałam tego. Zamknęłam po raz ostatni oczy i gdy je ponownie otworzyłam ON stał już przede mną.
-Hej- powiedział obojętnie- przejdziemy się?
-Hej, jasne.- zachowywaliśmy między sobą wielką odległość. Pierwsze pięć minut szliśmy w zupełnej ciszy, nie potrafiłam tak dłużej.
- Harry, o co chodzi? Nie spotkał byś się ze mną po to by spacerować w ciszy.- przystanęłam i spojrzałam na niego pytająco
- Chodzi…chodzi o- pierwszy raz widziałam go w takim zakłopotaniu, pierwszy raz nie wiedział co ma powiedzieć…


 _________________________________________________________________
Hej, hej! :) 
Tak wiem zabijecie mnie za tak krótki rozdział, a na dodatek nudny:(
Nie wiem co się ze mną dzieje....ehh...
Jak zwykle mam do was ogromną prośbę

KOMENTUJCIE ♥ ♥ ♥ !!!

nie macie pojęcia ile znaczy dla mnie te kilka słów:) 
Są one moją motywacją do dalszego pisania! 
Blogi, które zostały wybrane w naborze są już widoczne na moim blogu:) 
Było mi na prawdę ciężko wybrać te 5! :) Dziękuję Ali za pomoc;)
Kolejny rozdział w piątek:) 
Zapraszam także was na świetnego bloga:
http://xxnevergiveupx.blogspot.com/?m=1 
a także przypominam o moim asku <pytania do bohaterów i do mnie:)>
http://ask.fm/LoveStory6969

A i takie małe wyjaśnienie tutaj jest tłumaczenie piosenki, którą chłopcy zaśpiewali Alicji:) Myślę, że to wam dużo wyjaśni.
Dziewczyno, dostrzegam w Twoich oczach, że jesteś zawiedziona
Bo to ja jestem tym głupcem, któremu ofiarowałaś swoje serce
Rozdarłem je na strzępy 
Dziewczyno, krzywda jaką wyrządziłem Twojej niewinności
Żadna kobieta na świecie nie zasługuje na takie traktowanie
Ale oto jestem, prosząc o jedną, dodatkową szansę
Czy możemy się zakochać, kolejny raz?
Zatrzymać taśmę, i przewinąć
Oh, jeśli teraz odejdziesz, wiem, że się rozpadnę
Bo nikt inny się dla mnie nie liczy 
To musisz być ty
Tylko Ty
To musisz być Ty
Tylko Ty
Dziewczyno, słyszę wszystko w Twoim głosie, to jak drży
W Twoich słowach nie przypominam tego, kim kiedyś byłem
Tak jakbyś miała wtedy prawie wszystko
Twoje gesty są wyraźniejsze niż słowa
Chciałabyś rzucić w niepamięć wszystko to co usłyszałaś
Nie obawiaj się, nigdzie się nie wybieram
Będę tutaj, przy Tobie
Zapomnij o strachu, o wylanych łzach
Ale jeśli tylko odejdziesz
Wiem, że się rozpadnę
Bo nikt inny się dla mnie nie liczy
To musisz być ty
Tylko Ty
To musisz być Ty
Tylko Ty

Kochanie, czy możemy spróbować jeden, jeszcze jeden raz?
Jeszcze jeden, jeszcze jeden, czy możemy spróbować?
Jeszcze jeden, jeszcze jeden raz
Tym razem wszystko naprawię 
Jeszcze jeden, jeszcze jeden, czy możemy spróbować?
Jeszcze jeden, jeszcze jeden
Czy możemy spróbować jeszcze raz, by to wszystko naprawić?

Bo to musisz być Ty
To musisz być Ty
Tylko Ty
Tylko Ty...